niedziela, 3 kwietnia 2011

Zupa syczuańska niskokaloryczna

Pyszne, lekkie, sprawdza się zawsze. I podobno w porcji tylko 100 kalorii. Około.
4 suszone chińskie grzyby
45g makaronu ryżowego
1 l wywaru z kurczaka (albo woda + sól)
230 g pędow bambusa albo kiełków soczewicy
1 łyżeczka świeżego utartego imbiru
1 łyżka mąki kukurydzianej
1/3 kubka wody
1 jajko roztrzepane
1 łyżeczka sosu pomidorowego /ew. ketchupu
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka octu ryżowego
2 łyżeczki oleju sezamowego
2 cebulki dymki, posiekane
gotowany kurczak z wywaru - opcja
Ja UWIELBIAM zamiast kurczaka dawać pokrojone grzyby shiitake.
1. zalać grzyby gorącą wodą, odcedzić, posiekać, to samo makaron
2.zagotować wywar, dodać grzyby, makaron, kurczaka, pędy bambusa, imbir, gotować na małym ogniu 5-10 min.
3. w miseczce wymieszać mąkę kukur. + wodę. dodać do zupy, mieszać, aż nie będzie grudek. powoli dodać roztrzepane jajko, mieszając, mają powstać kłaczki.
4. zdjąć gar z ognia
5. w miseczce wymieszać sos sojowy, ocet, olej sez. ,ketchup, cebulki, wlać do zupy
ewentualnie dosmaczyć solą i pieprzem, posypać pokrojoną dymką,  smacznego:)

niedziela, 27 lutego 2011

Kotlety marchewkowe.

Zaskakujące w smaku, wcale nie marchewkowe, ale imbirowe, wilgotne i jednocześnie kruche, pełne witamin i antybakteryjnych cudów. Lubią je wszyscy, także mięsożercy.
Składniki:
po 1 marchewce na osobę + 1 dodatkowa.
3 ząbki czosnku
ok. 1 cm imbiru
1 jajko (jeśli małe do 2)
3 łyżki mąki
garść pestek słonecznika
sól
pieprz
Warzywa zetrzeć na tarce lub w malakserze na wiórki, wbić jajko, dodać mąkę, słonecznik, przyprawy. Smażyć do zezłocenia po dwóch stronach, na oleju. Podawać z kiełkami, buraczkami, dowolną surówką.

sobota, 19 lutego 2011

Ciastka owsiane uzależniające.

Połasuchować każdy lubi, ale liczyć kalorie i przeliczać je na obwodocentymentry jesteśmy mniej chętni. Przynajmniej ja jestem. Dlatego ciasteczka owsiane, które brzmią taaaaak zdrowo, no to i płatki owsiane, i brak żółtek i brązowy cukier... Zrobiłam Okazały sie tak pyszne i tak wypeniły cały dom cynamonowym zapachem, że zima minęła (prawie) w ich towarzystwie. Przepis podała Marta Gessler w Wysokich Obcasach:
  • 220g płatków owsianych
  • 200g mąki
  • 200g cukru brązowego
  • 100g masła
  • 2 białka
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/4 łyżeczki cynamonu (ja czsem daję więcej)
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatałowej
Produkty sypkie wymieszać, odtsawic.
Ubić masło, cukier, białka.
Porcjami dodawać sypkie składniki, wymieszać.
Na niewysmarowaną blachę lub (lepiej) na suchy papier do pieczenia nakładaćporcyjki masy, lekko spłaszczać.
Piec w 180 st.C 10 minut.
Uzalezniają:)

Ciasto czekoladowe

W pilnej potrzebie zrobienia czegoś słodkiego "na już" wygooglowałam ten oto przepis na ciasto czekoladowe: http://www.gotowanie.v9.pl/ciasta_czekoladowe/proste_ciasto_czekoladowe.html

Muszę przyznać, że wolę bogatsze w czekoladowym smaku wypieki. To ciasto jest bardziej kakaowo- murzynkowe, ale bardzo lekkie, puszyste. Wyszło bardzo ładnie pomimo tego, że wlałam je do dużo większej (2x) formy. Wspaniale smakowało z zimnym mlekiem. Uważam, że to fajne weekendowe drugie śniadanie.

sobota, 27 marca 2010

Żur domowy.

Zbliżają sie Święta Wielkanocne, jaja, żury, szynki i baby.

Podaję przepis na pyszny domowy żur, kwas do żurku:
 Proporcje na zakwas:

8 czubatych łyżek  mąki żytniej razowej. Nie polecam specjalnej mąki żurkowej (bywają takie w sklepie), a mąkę żytnią ekologiczną.
3 rozkruszone  liście laurowe
po 5 ziarenek pieprzu i 5 ziela angielskiego - ja lekko rozbijam w moździerzu razem z listkami bobkowymi
3 ząbki czosnku, bez skórki, rozkrojone lub zmiażdżone
ok. 900ml letniej wody źródlanej (kto nie ma dobrej wody w kranie musi kupić baniaczek w sklepie lub przydźwigać ze studni oligoceńskiej)
1łyżeczka soli



Wodę rozprowadzić dokładnie z mąką. Wrzucić przyprawy. Przykryć czyściutką ścierką. Można okręcić recepturką. Ja nastawiam w takim słoju wysokim, więc mogę obserwować co się dzieje.
Co drugi dzień należy zamieszać. Zakwas powinien pachnieć świeżym , czosnkowym kwaskiem. Inne aromaty zdecydowanie dyskwalifikują. Po kilku dniach powinien być gotów.

A jak zrobić żurek?
Białą kiełbasę lekko nakłutą, żeby nie pękała zalewam 2 litrami zimnej wody i powoli gotuję, aby wszystkie smaczki z kiełbasy przesączyły się do wywaru. Wrzucam porządną garść włoszczyzny Hortexu z mrożonki (jest idealnie pokrojona w zapałkę) i to sobie pyrka tak z godzinę. Wyjmuję kiełbasę, lekko przestudzam, kroję w kostkę dodaję z powrotem do zupy. Wstrząsam zakwas tak, aby się oderwała w słoiku mąka i wlewam do wywaru. Całość się lekko gotuje. Są dwie szkoły żurkowe  - jedni wlewają sam kwas, nie mieszając go z mąką. My lubimy wersję z mąką, zupa się robi ciut bardziej zawiesista. Doprawiamy do smaku - solą, majerankiem, ja dodaję ze 2 łyżki śmietanki  kremówki lub mleka skondensowanego (w wersji chudej - light). Na talerzu można dodać do zupy chrzanu białego. Czasem lubię taką wersję. Następnego dnia podaję z ugotowanymi ziemniakami. Ziemniaki dobrze smakują podane na osobnym talerzyku i okraszone cebulką albo włożone do talerza zupowego i zalane żurkiem. Jest to jedna z zup, które mogę jeść zawsze.
W wersji odświętnej zamiast samej białej  kiełbasy można dodać kabanosy, pokrojoną i usmażoną na chrupko szynkę.

piątek, 12 marca 2010

Sakiewka z kurczaka i pieczone ziemniaki.

Sakiewka z kurczakiem pojawiła się w naszym domu dawno temu. Oryginalnie to chyba przepis grecki, z trzeba rodzajami mięsa i plastrem pysznej fety. Robiłam już w różnych wersjach  - i z jagnięciną, i z wieprzowiną i z serem pleśniowym.  Sakiewki przygotowuję zawsze, kiedy potrzebuję trochę luzu w dżinsach, bo to obiad w wersji light, chociaż porządnie sycący.
W wersji dzisiejszej dla 3 osób potrzebujemy:

1 podwójnej piersi z kurczęcia
1 czerwonej cebuli
1 kulki mozareli
1 pomidora
tymianek, rozmaryn, bazylia - wszystkiego po łyżeczce
odrobina oliwy
6 arkuszy ok 25 x 25 cm papieru do pieczenia, sznurek do związania pakiecików.

Kurczaka kroimy na kawałki "na oko" 1-centymetrowe, posypujemy mieszanką przypraw, skrapiamy oliwą, lekko solimy.  Cebulę na ósemki. Mozarellę na sześć cząstek.

Arkusze papieru układamy po dwa na porcję, na krzyż. Na środku krzyża kładziemy mięso, na nim cebulę, gruby plaster pomidora i 2 cząstki mozarelli. Składamy "krzyżak" z papieru ramionami do góry, tak, żeby powstał woreczek. Obwiązujemy sznurkiem. Pieczemy ok 45 minut w piecu rozgrzanym do 200 stopni. Serwujemy na talerzu w papierowym woreczku i tylko przecinamy sznurek. Niech się biesiadnicy sami bawią;).

Kiedy mamy chęć pogrzeszyć możemy podać mięso z pieczonymi ziemniaczkami ziołowymi.
Ziemniaki ziołowe wg. Jurka:
po dwa ziemniaki na osobę obrać, przekroić na pół lub, jeśli duże, na ćwiartki.
Podgotować 5 minut, odcedzić.
Polać oliwą, sokiem z połówki cytryny, posypać dowolnymi przyprawami (rozmaryn, tymianek, szałwia, bazylia - kompozycja i ilość wg, chęci), lekko osolić. Przełożyć do garnka żaroodpornego. Wstawić do pieca razem z kurczakiem, piec tyle samo. Ziemniaki muszą być mięciutkie i złote.
mniam!

niedziela, 7 marca 2010

Chleb pszenno - orkiszowy na zakwasie

Chleb ten chcę dedykować Agnieszcze.  Agnieszka jest wspaniałą dziewczyną, która ponad swoją standardową urokliwość postanowiła bawić się w pieczenie chleba. Posiada wszystkie niezbędne składniki: uczucie, chęć, książkę.
Przepis znalazłam w książeczce "Domowe pieczywo" i długo się zastanawiałam, czy warto. Bo to na zakwasie i w ogóle... Ostatni zakwas robiłam ze dwa lata temu i bardzo szybko się zepsuł. Przepis na zakwas z tej samej książeczki znajdziesz tu.

A tymczasem zapraszam na orkiszowy chleb na zakwasie:
 po 250 g białej mąki pszennej i orkiszowej
150 g mąki pszennej razowej (lub powtórzyć białą pszenną)
300 g zakwasu
po łyżce soli morskiej i brązowego cukru.
350 ml letniej wody źródlanej
Wymieszać sypkie składniki, dodać wodę, dobrze wyrobić ciasto. Zostawić na 3 godziny do wyrośnięcia. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja piekę w tortownicy) i znów odstawić na... 2 godziny. Piec w temperaturze 230 stopni, bez termoobiegu ok. 30 minut. Po 15 minutach, jeśli się za szybko spieka, przykryć arkuszem folii aluminiowej. Pyszny.


Ciekawostki
  • Jeśli nikt nie "pożre" chleba zachowuje świeżość nawet przez tydzień.
  • Jeśli nie ma w Twoim sklepie mąki orkiszowej, a jest tylko ziarno orkisza - zważ stosowną porcję i zmiksuj w blenderze - w dostawce do koktajli z funkcją kruszenia lodu. Własna świeża mąka gratis:).
  • zamiast czekać i patrzeć na zegarek lepiej zamieszać wszystko rano, przykryć ściereczką i po powrocie z pracy upiec. Lub nastawić wieczorem i rano, w trakcie prysznica (ten chleb na szczęście szybko się piecze)  upiec.

Zakwas robimy i się nie boimy

Tytuł jest taki, bo ja sama, po pierwszych próbach, ogromnie bałam się robienia zakwasu. Bo  ekhm... zapach zepsutego zakwasu jest, lekko mówiąc, szokujący.

Ale w książeczce "Domowe pieczywo" znalazłam przepis, który działa i działa, i działa.

Do dużego naczynia szklanego lub glinianego wsypujemy (typu szeroki słoik)
1. 100 gram mąki żytniej (moim zdaniem trzeba kupić mąkę eko - bywa w Realu) lub na Allegro + 100 ml letniej wody źródlanej starannie mieszamy. Nakrywamy czystą ściereczką i trzymamy w ciepłym miejscu przez dobę, aby rozwinęły się bakterie kwasu mlekowego. Ja trzymam zakwas, aż do "gotowości" na szafce przy kuchence gazowej.
2. Drugiego dnia dosypujemy 100 g mąki żytniej i dolewamy 100 ml letniej wody źródlanej, mieszamy, odstawiamy na kolejną dobę. W tym czasie, podobno, powstaje kwas octowy.
3. Dodajemy 200 g mąki nieustająco żytniej i 200 ml wody (j.w.) . Po kolejnych 24 h zakwas powinien dojrzeć, tzn. uzyskać wyraźny kwaskowy zapach i smak. Jeśli nie , musi postać jeszcze dobę lub dwie.

Ciekawostki

  • Kiedy zużyjemy stosowną ilość zakwasu pozostały wstawiamy do lodówki, przykryty woreczkiem foliowym. Dzień wcześniej, przed planowanym użyciem, wyjmujemy z lodówki , dodajemy 100 g mąki i 100 ml ciepłej wody, mieszamy, zostawiamy na 24 h. Uzywamy do chleba. Pozostały - do lodówki i znów to samo.
  • Procedurę tworzenia pierwszego, bazowego zakwasu proponuję zaplanować na weekend. Wówczas jakoś łatwiej pamiętać o dodawaniu, dolewaniu, mieszaniu.

wtorek, 2 lutego 2010

Chlebek prosty i pyszny.

Już nie wiem, czy to prawda, ale teraz mam wrażenie, że po raz pierwszy w życiu pomieszałam, zamieszałam i wyszło coś fajnego. Do jedzenia. Bo mieszałam to już nieraz i hmmm... efekt bywał różny.
Zmuszona śniegiem i mrozem do pozostania w domu i nakarmienia rodziny postanowiłam zrobić chleb. Ale nie chciało mi się wertować przepisów, ani wyciągać maszyny do chleba. Miałam potrzebe na łatwo , lekko i przyjemnie.
Chlebek powinien chyba nazywać się "około", bo:
do miski sypnęłam około 1/2 kg mąki i dużą szczyptę soli (około pół łyżeczki)
w kubeczku rozrobiłam około 300 ml ciepłej wody z około 1/3 kostki świeżych drożdży (robiłam też z suchych i sypnęłam około torebeczki. Była otwarta, a nie wiem, ile dokładnie było w środku)

wlalam wodno - drożdzowy płyn do miski z mąką, wybełtałam widelcem dość rzadkie ciasto i zostawiłam na około 20 minut do wyrośnięcia. Timer w piekarniku lub komórce skutecznie pomaga "na pamięć". potem znów zabełtałam mocno widelcem, przelalałam do foremki keksówki i znów zostawiłam na 20 minut. W tym czasie włączyłam piekarnik na 200 stopni. Po 20 minutach rośnięcia polałam chleb oliwą i wstawiłam na jedną godzinę (patyczkiem sprawdzić, jak suchy - wyjmować).
Na dno piekarnika wstawiam blachę z wodą, chleb jest wówczas super wilgotny. Robiłam 4 razy, za każdym razem wyszło. Wczoraj dosypałam otrębów i mąki żytniej i też pycha.

Jedliśmy? Około kwadransa, było pysznie i dlatego zdjęcia nie ma!

piątek, 8 stycznia 2010

Bezwstydne Brownie

Mogłabym mieć sklep z czekoladą.





 Co ciekawe, czekolada w tabliczkach, cukierkach i innych ptasich mleczkach przekonuje mnie zaledwie w 90%. Ale wszystkie musy, ciastka, fontanny, fondue - umieram ze szczęścia. Może dlatego, że podgrzanie czekolady wyzwala ten szalony, prowokujący, obezwładniający aromat, który drażni nos, wypełnia cały dom i niesamowicie poprawia humor. No i to uczucie "melting chocolate" na języku... Ta aksamitna gładkość pieszcząca moje zmysły... Boże, czemu ktoś nakłamał, że brylanty są najlepszym przyjacielem kobiety?! Zatem szybki przepis na szybki poprawiacz humoru wg. Agnieszki Kręglickiej. Ten przepis jest wielokrotnie wypróbowany i, co ważne, nie daje zbyt słodkiego rezultatu. Brownie jest bezwstydnie czekoladowe, chrupkie z wierzchu i wilgotne w środku:).
A skąd się wziął ten przepis? Otóż pewna Amerykanka zapomniała do zwykłego, czekoladowego placka dodać proszku do pieczenia. I... powstało cudo, które ma rzesze wielbicieli, a u nas - dziś zrobione już znikło!
To brownie nie przypomina sklepowych gniotków, jest OBŁĘDNE!!





Potrzebujemy:
200 gram gorzkiej czekolady (Wedel 70% jest idealny)
200 gram dobrego masła (kostkę)
6 jajek (ja używam zielononóżkowych)
300 g cukru
100 g mąki

Masło i czekoladę rozdrabniamy do cząstek wielkości, mniej więcej, kostki czekolady. Na garnku z gotującą wodą umieszczamy miskę z czekoladą i masłem, mieszamy do rozpuszczenia. W Ikei kupiłam takie fajne coś, co ma z jednej strony rączkę , a z drugiej haczyk i służy właśnie do wieszania na garnku celem wykonania kąpieli wodnej.
Leniuchy zamiast kąpieli wodnej mogą użyć mikrofali. Też się uda. Czekolada sobie teraz lekko stygnie.

W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 200stopni (żeby było szybciej - nagrzewam z termoobiegiem, potem termoobieg wyłączam, zostawiam na zwykły tryb pieczenia).
Foremkę ok.  35x60 cm wykładam papierem do pieczenia.

No i pora na straaaaasznie ciężką pracę: 6 jajek wbijam do dzieży miksera i włączam maszynę. Jajka się ubijają ,a ja powoli wsypuję 300 g cukru. Jak się rozmiesza dosypuję mąkę. Mikser cały czas kręci. Tera przelewam czekoladę z masłem, dalej miksuję. Gdy masa stanie się jednolita przelewam do foremki. Piekę 18 minut. Brownie nie może być przesuszone. Chodzi o to, żeby skórka, która podczas pieczenia lekko pojaśniała pozostała chrupiąca, a w środku żeby było czuć wręcz mokrą czekoladę.
Ta wersja jest moją ulubioną, ale można dodawać otartą skórkę z czekolady, orzechy, wszystko, co pasuje do czekolady.

niedziela, 3 stycznia 2010

Tatar z łososia.

Są różne pomysły na tatara z łososia. Jadłam już i z wędzonego  i ze świeżego. Ten jest ze świeżego, a dzięki sporej ilości soku z limonku trochę mi się kojarzy z południowoamerykańskim ceviche. Tatarek świetnie sprawdza się pod mrożoną wódeczkę, z ciemnych chlebem, ale fajny jest też jako przystawka.

Na porcję przystawkową dla 4-6 osób potrzeba:
ok. 1/2 kg ABSOLUTNIE świeżego filetu z łososia (skórę łatwo odetniemy w domu prowadząc nóż płasko, blisko skóry)
1 limonkę
2 łyżki kaparów
2 szalotki lub 2 małe dymki

sól, pieprz, oliwa do smaku


Pozbawionego skóry łososia siekamy na desce do krojenia ostrym ożem na cosraz drobniejsze kawałeczki. Każdy raczej wie, jak wygląda tatar, więc też wie, jak drobne kawałeczki być muszą. Ale zajmuje to max. 5 minut. Do posiekanej ryby wciskamy sok z limonki, dodajemy posiekaną cebulkę i posiekane kapary. Solimy, pieprzymy, dodajemy oliwy - wszytsko do smaku. Oliwy na tę porcje nie dawałabym więcej niż 1 łyżka. Zostawiam w lodówce pod przykryciem na minimum godzinę. Przed podaniem formujemy knelki - czyli wrzecionka, dwiema stołowym łyżkami. Kto nie potrafi, może delikatnie uformować w rękach kulki, albo "placuszki". Fajnie wygląda podane z przepiórczym żółtkiem w skorupce.

Pieczony królik z szalotkami.

Podobno, jak w jakiejs reklamie było, łatwo i szybko to można dostać w twarz. Albo jakoś podobnie. A ja lubię łatwo i szybko dostać coś dobrego do zjedzenia. Coś co pięknie pachnie, świetnie smakuje, na moim zdjęciu wygląda, hm... żałośnie, ale jest pyszne. No i o tyle fajne, że nie trzeba stać , jak kto głupi przy garach. To wtedy, kiedy się nie ma chęci za długo zajmowac sie gotowaniem.


1 kg królika ( w naszym sklepie kupujemy mrożone porcje - 4 nogi)
3/ 4 szklanki dobrej oliwy
1/2 szklanki czerwonego wina
1/4 szklanki balsamico
2-3 rozgniecione pięścią żabki czosnku
mała garść igieł świeżego rozmaryny lub 4 całe gałązki
20 szalotek
sól i pieprz do smaku

natrzeć mięso solą i pieprzem. Wszystkie składniki włożyć i wlać do dużego woreczka strunowego. Zamknąć i potrzymać ok. 2 godzin. Przełożyć do brytfanny lub garnka żaroodpornego. Piec w 180 stopniach ok. 1,5 godz.  Po godzinie dołożyć szalotki.Ja uwielbiam, kiedy królik zaczyna się rozpadać, więc jeśli nie jest taki po półtorej godzinie - daję mu jeszcze pół.



Zimowa herbata bez prądu.

Kiedy za oknem biały puch otula cały świat, drzewa uginają się pod czapami śniegu, a mróz lakieruje brylantowo każdą gałązkę robi się tak romantycznie, tak uroczo. Że tylko przypiąć deski, poszusować w dół zbocza a potem napić się rozgrzewającej zimowej herbatki. Tylko ja, do cholery, nie lubię zimy! No fakt, ładniej świat wygląda, kiedy psie kupy na chodnikach są przykrytą śnieżną bielą, ale we mnie jest sprzeciw  - NIE LUBIĘ zimna, wilgoci, dziesięciu par gaci, żeby nie zamarznąć i takich tam. A że ostatnio sporo poruszam się nożnie, brnę w zaspach to i tyłeczek z lekka odchudzony :))) podmarza. Na zmarznięte wszystko świetna jest herbatka:

dla 2 osób trochę zmarzniętych:
1 litr dobrej, czarnej, owocowej mocno zagrzanej herbaty,
6-8 goździków,
kawałek cynamonu (ostatecznie szczypta proszkowanego)
garść rodzynków
1 pomarańcza
1 czerwony grejfrut
1/2 jabłka typu granny smith (ale ... nie bądźmy drobiazgowi - każde będzie ok)
sok malinowy

Herbatę (odcedzoną z fusów) z przyprawami i rodzynkami mocno zagrzewamy, ale nie gotujemy. Dodajemy pokrojone w półplastry pomarańcze, pokrojoną w półplasterki połówkę jabłka i wyfiletowane cząstki grejfruta (ważne - białe "coś", jeśli zostanie na owocu spowoduje, że herbata zrobi sie gorzka). Podajemy w dzbanku.

Na dno dużej szklanicy wlewamy porcję soku malinowego, wlewamy herbatę, ale tak, żeby za bardzo nie ruszyć soku, na wierzch wkładamy cząsteczki owoców. Za diabła nie wiem, czemu nie zrobiłam zdjęcia, bo to ślicznie wygląda. Każdy sobie miesza i popija i robi się cieplej na duszy.


środa, 30 grudnia 2009

Postanowienie noworoczne

Byłam prawie bliska odpuszczenia sobie blogowania. Kryzys miałam. Że nic nie umiem, zdjęcia do dupy, a w ogóle to musiałam się Tikejem zajmować. A tyle pyyyysznych pyszności ostatnio robiłam, heh..
No to jakoś spróbuję ogarniać i zdjęcia i pisanie.  A tymczasem życzę wszystkim dobrego roku. Także smakowo:)

piątek, 16 października 2009

Imbirowo-miodowe skrzydełka lub pałki z ptaszęcia



Ten pachnący egzotycznie przysmak przywiozłam od Gosi z Augustowa. Robi się łatwo, pachnie nieziemsko i smakuje wspaniale.
W oryginale przepis je na skrzydełka kurczęce (skrzydełka rozcinamy w stawach, trójkątne czubki wyrzucamy), ale ja ostatnio zaadaptowałam to do wersji "bardziej mięsnej, a mniej tłustej". Zamiast skrzydełek daję obdarte ze skóry pałki.

Wspaniałe jako przegryzka imprezowa, a u nas zadebiutowały też jako jedno z dań w Przyjaznym Gotowaniu.

Przyjazne Gotowanie wymyśliłyśmy z Dziewczynami jako pretekst dla wspólnych spotkań, na których zamiast topić łzy w winie, oblizujemy lubieżnie palce podczas gotowania;). Na pohybel i tak dalej.

Czas na przepis:

skrzydełek lub pałek kurczaczych 1 kg
1/2 łyżeczki suszonego imbiru lub ok 3cm świeżo utartego (tak wolę:))
2 ząbki czosnku
2 łyżki miodu
1 łyżka oleju
2 łyżki sherry (bez sherry też jest pysznie)
4 łyżki sosu sojowego
100 ml bulionu lub wody.

Obgotować przez chwilę mięso, żeby tylko spłukało z siebie hormony czy inne antybiotyki (chyba, że robimy potrawę z super jakości bio kurczaka).
Składniki sosu wymieszać od razu na głębokiej patelni, wrzucać kurczaka wyjętego z wody. Całość sosu z mięsem zagotować na większym ogniu, zmniejszyć ogień do minimum i czekać, aż pyrkający sos zgęstnieje na tyle, że oblepi kurczaka glazurą. Nie przypalić, nie przesuszyć.

Z dobrym ryżem wspaniałe danie obiadowe.

sobota, 10 października 2009

Tajska zupa słodko - kwaśna

Zupkę tę swego czasu jadaliśmy namiętnie i często, ale coś ostatnio zapomnieliśmy. Na fali ostatnich azjatyckich prób wróciliśmy do jednej z naszych ulubionych zup. Z dodatkiem ryżu stanowi samidzielny , pyszny obiad.

W zupie tej mieszają się różne smaki: słodycz i aromat kokosu, świeżość trawy cytrynowej i kaffiru, odrobina pikanterii ze świeżej papryczki typu chilli.






Potrzebujemy:
  • 1 puszkę
  •  ok. 400 ml mleka kokosowego
  • 500 ml bulionu z kurczaka ( może być z kostki)
  • 4 szt. trawy cytrynowej
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • kawałek świeżego imbiru (5 cm)
  • 4 liście limonki kaffir lub skórka otarta z limonki
  • 1 łyżka cukru brązowego
  • 1 papryczka chili. Dla lubiących "na ostro" polecam spróbować i ew. jeszcze dosiekać chilli  BEZ PESTEK
Do garnka wlewamy bulion i mleko kokosowe, wkładamy trawy cytrynowe rozbite tłuczkiem do mięsa. Suchych , górnych części nie odcinamy, ale wkładamy trawę tak, aby rozbita mini bulwa była w wywarze, a wystające suszki były ponad. Za te suche/ zdrewniałe części będziemy mogli łatwo wyciągnąć trawę z gorącej zupy. Obieramy małą łyżeczką kłącze imbiru i kroimy w cienkie plasterki. Kroimy w drobne plasterki chilli, ocieramy skórkę z umytej limonki lub dajemy rozgniecione liście kaffiru. Wszystko wkładamy do garnka. Trzymamy na małym ogniu aż zawrze. Dodajemy sos rybny i cukier. Zgotowyjemy. Do takiej bazy możemy dodać krewetki, małe (ok 2 cm) pieczarki pokrojone w plasterki, przesmażone paseczki z piersi kurczaka. 
Podajemy w miseczkach z cząstką limonki. W dużej misie podajemy ryż, aby każdy mógł sobie ulubioną proporcję mieszać. Cały dom pachnie:)



poniedziałek, 5 października 2009

Kapustka gotowana/ dodatek obiadowy

Rodzina zakochała się w kapustce kiszonej, którą Nasza Maryna podała razu któregoś do obiadu. U Maryny, jak to u "Mamy"  - wszystko smakuje doskonale, a kapustkę robi się tak:

1 kg kapusty kiszonej
łyżka masła
2 łyżki mąki
woda

Przepłukać kapustę, zalać wodą tak na ok. 2 cm wyżej niż kapusta. Gotować na małym ogniu ok 45 minut. Zagnieść masło z mąką, rozprowadzić wywarem z gotującej kapusty, wlać do garnka, pogotować jeszcze 5 minut. Podawać z pieczonym schabem, filetem z indyka, smażonymi boczniakami. Ja podchodzę do tematu radykalnie i kapustę kiszę sama, więc w domu nie ma odoru gotującej się kapuchy, za to oszałamiająco pachnie kminkiem. Wiem, że to na zdjęciu wygląda tak  sobie, jest pyyycha. No i mnóstwo witaminy c i prawie zero tłuszczu.


Kiedy robię tę kapustę zamiast ziemniaków duszę "przypiekane" marchewki. Przepis na marchewki widziałam kiedyś w jakiejś starej książce kucharskiej (z tych przedwojennych). Obrać ładne, jędrne marchewy (kupuje BIO w Realu - z nadzieją, że są naprawdę z organicznej hodowli)., po jednej na osobę. Przekroić na mniej więcej 3 równe części w poprzek marchwi. Ustawić na sztorc w rondelku, zalać marchewki równo wodą, dodać łyżkę masła, 2 liście laurowe i 5 ziaren ziela angielskiego. Gotować bez przykrycia mniej więcej tyle czasu, ile kapustę, czyli ok. 45 minut. Uważać, żeby pod koniec marchewki się nie przypaliły. Jeśli lekko się skarmelizują od spodu - to samo dobre:). Wspaniała alternatywa dla duszonej marchewki z groszkiem i, tak jak kapusta "samorobne" sa:).

niedziela, 4 października 2009

Wieprzowina po chińsku


W moim przypadku tydzień chorowania kończy się dziką potrzebą działania. Że z domu jeszcze ruszyć się nie mogę, wyczytałam wszystko, to poranek bardzo niestandardowo spędziłam przed tv. I w tym telewizorze jakiś pan biegał po rynku gdzieś w Azji i jadł, i gotował różności takie, że nad kawą poranną zaczęłam czuć imbir, trawę cytrynową, galang...

Zatem wyjęłam z półki książki o gotowaniu w Azji, poszukałam inspiracji i stworzyłam polędwiczki z kapustą pekińską i morelami.

Najpierw przygotowałam ryż. Nie umiem go gotować w bambusie po chińsku więc robię metodą mojej mamy: szklankę ryżu przepłukać, wrzucić do rondla, zalać wodą tak, by wody bylo o 1 cm więcej niz ryżu. Gotować na małym ogniu pod przykryciem, aż praktycznie cała woda się wchłonie. Uważać, żeby ryż się nie przypalił. Przykryty garnek schować pod poduszke lub kołdrę i niech tam sobie ryż wysyca się wodą i trzyma ciepło.

A my szykujemy część mięsną:
1 polędwica wieprzowa
1 pęczek dymki
1 garść suszonych moreli (morele wymoczyć albo w wodzie - wodę wylać, albo w winie - wtedy wino użyć zamiast sake)
8 liści kapusty pekińskiej
1 łyżeczka cukru
2 łyżki sake (ja użyłam białego wina, w którym moczyłam morele)
60 ml sosu sojowego 
3 łyżeczki świeżo startego imbiru
2 łyżki oleju.

 * W misce wymieszać cukier, sake (wino z moczenia moreli), sos sojowy, starty imbir.
* Polędwicę pokroić wzdłuż na 3 części, a nastepnie na paski grubości ok 0,5 cm
* Mięso włożyć do marynaty na nie więcej niż 10 minut - trzymane dłużej twardnieje
* Odkroić zgrubiałe części kapusty i pokroić liście w kostkę ok. 3x3 cm
* Pokroić dymkę ukośnie w ok. 3 cm kawałki
* Rozgrzać olej na pateni, wrzucić kolejno - odsączone mięso, dymkę, odsączone morele, kapustę. Dodać marynate. Podgrzewać, aż mięso przestanie być surowe (na oko - ok, 5 minut). Podać z ryżem.


Pierogi z kaszą gryczaną


Wbrew pozorom i legendom zrobienie pierogów zajmuje mało czasu Dziś specjalnie patrzyłam na zegar i ok 50 pierogów = 30 minut z gotowaniem. Oczywiście, jeśli do tematu podejdziemy z głową, czyli nie napinamy się, że wszystko naraz, ale , np. wieczorem zrobimy farsz, albo wykorzystamy taki, który zrobiliśmy parę dni wcześniej i zamroziliśmy. Dlaczego farsz wcześniej? dlatego, że najlepsze pierogi to te, które z oszczędności powstały, czyli z mięsa zupno - wywarowego lub kreatywnie wykorzystanych resztek z obiadu.

Dzisiejszego pierogi są pochodną obiadu, na który podałam doskonałą gryczaną kaszę BIO, którą aż żal było wyrzucać. Kaszy została ok. szklanka i tak powstał farsz na alternatywne pierogi ruskie.

Farsz
Szklanka ugotowanej kaszy gryczanej
1 cebula posiekana w kostkę i przesmażona do lekkiego zbrązowienia na oleju
1 kostka chudego twarogu
sól, pieprz - do smaku.
Tym razem eksperymentalnie dodałam łyżeczkę oregano suszonego i baaaardzo przyjemny efekt. Wszystkie składniki rozgniatamy widelcem. Z twarogu mogą zostać "krupy" i tak będzie pysznie. 

Czyli pracujemy zaledwie 10 minut. Teraz koniecznie trzeba odpocząć, czyli kieliszek wina i relaksujący wieczór. 
Natępnego dnia robimy ciasto:
1/2 kg mąki
szczypta wielkości ziarenka grochu świeżych drożdży
mocno gorąca woda

Sypiemy na stól mąke, rozkruszamy drożdże,  robimy dołek, do którego wlewamy gorącą wodę po troszeczce - i "zagarniamy" mąkę na wodę, żeby nie uciekła. Woda. Postępujemy tak dalej, aż cała mąka połączy się z wodą w dosyć spójną bryłę. I to jest chwila, którą uwielbiam: zagniatam ciasto z pasją - wkładam w te dwie minuty całe wybaczenie, jakie chciałabym dać tym, co mi zrobili kuku ostatnio. Gniecąc ciasto można myśleć o upierdliwym szefie, kursie franka szwajcarskiego, albo umiłowanym Prezydencie. Jak tak pomyślimy chwilę, to złość, o ile była, mija, a ciasto samoistnie jest zrobione. Nie wiem, czy wychodzi, jak się o czymś nie myśli:).


Ciasto wałkujemy cienko (na ok. 2 mm), w tym czasie gotujemy gar wody z łyżeczką soli i odrobiną oliwy..

W wałkowanym cieście wykrawamy krążki szklanką, kubkiem, upychamy łyżeczkę farszu i gotowe. Na leniucha można robić grubsze ciut ciasto, ale wtedy KONIECZNIE pierogi trzeba odsmażyć. 
Dopiero drugo raz robiłam ze szczyptą drożdży i to jest to! A odsmażone - niebo w gębie! Uwaga dla tych, którzy nie mają wałka - szklana butelka z wodą  - jest ok.

czwartek, 24 września 2009

Chińskie kulki

Chińskie kulki, ale niekoniecznie erotyczne. Wspaniale pachnące, do tego lekkie i prawie bezkaloryczne. Chociaż są tak pyszne, że chce się je jeść, i jeść, i jeść, to pewnie i kalorie się zbiorą:). Ale kit kaloriom w oko, bo życie jest za krótkie, żeby sie byle czym przejmować, a jedzenie potrafi być wspaniale zmysłowe i dające dziką rozkosz. A więc,  rozkosz  z chińskimi kulkami:

400 g mielonego kurczaka
2 łyżki sosu sojowego
2 -3 cm posiekanego w słupeczki świeżego imbiru (lub startego)
1/3 pęczka drobno posiekanego cieniuchnego szczypiorku
6 namoczonych grzybów shiitake (zastąpiłam boczniakiem i było pysznie)
paczka makaronu sojowego "nitki"
sól
pieprz
jajko


Do mięsa dodajemy wszystkie przyprawy, posiekane grzyby i makaron w ok, 2 cm niteczkach. Dodajemy jajo, formujemy kulki i gotujemy na parze min. 10 min. Czas gotowania zależy od wielkosci kulek. Najlepiej spróbować.

Można podać z ryżem i słodko - kwaśnym sosem, ja podaję tylko z sosem i uzywam Thai Heritage Sweet chilli sos.